Pragnienia i potrzeby. Pragnienia czy potrzeby?

Założę się, że skojarzyłeś Człowieku Czytelniku tytuł z pewną siecią sklepów. I brawo! Moje przemyślenia pojawiły się właśnie w jednym z nich.

Dość często zdarza mi się myśleć o tym, jak radzenie sobie z codziennością i styl życia zmieniał się przez dziesięciolecia. W jaki sposób osoby, które przeniesiono by na przykład z lat 50 czy 70, poradziłyby sobie obecnie.

Zadajesz sobie czasem Człowieku Czytelniku pytanie, czy coś jest tylko Twoim pragnieniem, a co aż potrzebą? Rozumiem, że potrzeba oznacza czynność lub przedmiot, bez którego nie jest możliwe normalne funkcjonowanie, jak na przykład zaspokajanie wszelkich potrzeb fizjologicznych (związanych z toaletą, snem czy pożywieniem), potrzeba schronienia, a także utrzymania higieny. Pragnienie natomiast nie musi wykluczać się
z potrzebą, ale wydaje mi się, że oznacza coś, bez czego jednak można się obejść. Coś, czego nie musimy nabywać lub wykonywać tak pilnie jak potrzeby. Myślę, że pragnienia i potrzeby doskonale organizuje robienie listy zakupów. Zauważ, że kiedy idziesz do sklepu z myślą o kupnie jednej lub dwóch rzeczy, często wychodzisz z naręczem toreb, ponieważ przechadzając się przez kolejne alejki sklepowe, wpadają Ci w oko sprytnie poustawiane produkty. Natomiast mając listę przed oczami, trzymasz się jej. Zakładam, że kiedy zapisujesz tę kartkę nazwami produktów, prowadzisz przemyślenia co jest Ci niezbędne. Może kilka swoich pomysłów na zakup zawsze odrzucasz? Czy to właśnie pragnienia?

Kulki do toalety? Hm, no niby jeszcze mam zapas, ale przecież promocja… i tak wykorzystam, warto wziąć. Sok z upraw bio i bez gmo/ z gmo oraz pozbawiony pestycydów, z owoców nawożonych jedynie nawozem naturalnym! I diamentowy pyłek! Kiedy ostatnio piłam sok? 2 miesiące temu… Aa, nie wypiłam, bo ¼ sfermentowała… teraz mi się uda! 10 zł/litr? Czego się nie robi dla zdrowia!

Pierwszy przykład rozumiem. Zawieszek do toalety i tak używamy, a że są w promocji to tylko świetna okazja i grzech nie skorzystać, ponieważ i tak musielibyśmy je kupić. W końcu to nasza ulubiona firma, produkt spełnia nasze oczekiwania. Natomiast przykład soku już kompletnie do mnie nie przemawia. Coś, czego i tak nie wykorzystujemy, nie praktykujemy na co dzień jakiegoś nawyku, jednak często decydujemy się pod wpływem impulsu na zakup. Myślę, że konformizm (podoba mi się to słowo, oznacza uleganie presji i wpływom grupy, społeczeństwa) działa tutaj w pewnym stopniu. Ulegamy modzie, temu co usłyszeliśmy na dany temat, swojej wizji perfekcyjnego siebie. Albo temu, by być jak ktoś, kogo uważamy za wzór do naśladowania. W tym momencie często gubi się nieco intuicja, logika i zdrowy rozsądek. Gubi się przede wszystkim równowaga między potrzebą a pragnieniem, które nie są przecież synonimami.

Sprawa pragnień i potrzeb nie jest prosta. Każdy ma inne. Na swoim przykładzie powiem, że od czasu do czasu czuję potrzebę wypicia soku owocowego. Szok. Mogłabym kupić najtańszy, obojętnie jakiej firmy, aby moją potrzebę zaspokoić. Kierując się moimi zasadami wymagam,
aby w składzie soku nie występował cukier. Zapoznałam się również z polityką różnych firm i najbardziej odpowiada mi konkretny producent. I to właśnie uważam za moją potrzebę, aby:

  • sok był owocowy,
  • nie posiadał w składzie cukru,
  • był wyprodukowany przez konkretnego producenta.

Ktoś mógłby stwierdzić, że przesadzam. Konkretny wytwórca, brak cukru, to ma być potrzeba? A nie już pragnienie? Ano właśnie.

Myślę, że wielu z nas czasem boryka się z napadem uzbrojonych w argumenty pragnień, które wygrywają z potrzebami. Albo nawet rozsądkiem. Najważniejsze, by wiedzieć, czego chcemy. I to zanim w portfelu zabrzęczą jedynie najdrobniejsze monetki. Albo karta odmówi posłuszeństwa.

Gdybym zawsze była to wiedziała. I pamiętała o rozsądku…

Jakie jest Twoje zdanie, Człowieku Czytelniku na temat potrzeb i pragnień? Może to dla Ciebie to samo?

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta

3 thoughts on “Pragnienia i potrzeby. Pragnienia czy potrzeby?

  1. Czytałam wpis na blogu :p I tak na przykładzie tego soku o którym pisałaś że 10 zł litr a i tak nigdy nie kupuje itp to przyszło mi na myśl że często jest tak że jak w promocji jest rzecz której nigdy nie kupujemy to decydujemy się na nią właśnie dlatego że chcemy spróbować z ciekawości jak smakuje ( niekoniecznie moda) a skoro jest okazja “zdegustować” za mniejsza cenę to czemu nie :p

    1. Muszkieterko, cieszę się, że po przeczytaniu wpisu pojawiły się u Ciebie przemyślenia i że się nimi tutaj podzieliłaś. Serdeczne dzięki!
      Zgadzam się z Tobą. Tym bardziej, kiedy myśleliśmy, by czegoś właśnie z ciekawości spróbować i tak oto na przykład w momencie promocji mamy ku temu idealną okazję. Jednak czy nie jest to właśnie przykład pragnienia skosztowania czegoś nowego? 😉
      Pozdrawiam Cię serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *