Nie podchodź mi pod nogi!

Okej, ale ja sam nie ogarniam jeszcze za dobrze swoich nóg…

Założę się na przykład o nerkę, że niejednokrotnie w czasie swojego dzieciństwa, wielu z nas słyszało tekst, który uczyniłam tytułem wpisu. Ja słyszałam często. I kiedy ostatnio wyłapałam to zdanie w tłumie na ulicy, przypomniały mi się sytuacje z życia małej Marty. Nie mogłam oprzeć się pokusie napisania tekstu na ten temat.

Odwróciłam się oczywiście w kierunku, z którego dobiegał głos kobiecy. Mały człowiek dreptał radośnie i nie przejął się zbytnio pretensją swojej mamy. Pomyślałam, że gdyby dorosłego człowieka zamknąć w małym ciele, riposta byłaby taka, jak pierwsze zdanie wpisu. Przecież jak można nie podchodzić pod nogi, kiedy wysokość wzroku znajduje się na przykład maksymalnie 80 centymetrów nad ziemią i wszędzie wokół jest tyle ciekawych obiektów do poznania, pomacania, rzucenia, kopnięcia i wypytania o to mamę/tatę/babcię lub innego opiekuna! Czy poznawanie świata miałoby polegać na myśli przewodniej:

„Okej, świat jest super, codziennie widzę coś nowego, coś ciekawego, co najchętniej zapakowałbym do buzi, ale mama mówi, że będę chory, że nie wolno, że brudne… ale przede wszystkim: NIE PODCHODŹ IM POD NOGI!”?

Na szczęście nie! Dzieciństwo jest pod tym względem cudowne. Szkoda, że beztroski nie można zapakować w słoiczek i zachować na później, aby komuś podarować albo samemu skorzystać w trudnym momencie. Byłoby to wyśmienite dla układu nerwowego niczym malinowe powidełka dla zmysłów… Jak mały człowiek ma nie podchodzić pod nogi, kiedy czasem sam swoich nóg nie ogarnia? Niczym źrebię, które wstaje po urodzeniu i uczy się chodzić. Nie czarujmy się – ludziom nauka zajmuje więcej czasu, takie paskudne i oporne z nas istotki 😉 Raz może się źle nastąpić, innym razem nogi mogą się poplątać. Kolejny problem to kiedy chcesz pobiec, bo przecież chodzenie jest nudne! Jak ci dorośli mogą tak ciągle powoli wszystko robić, przecież mają takie długie nogi! Biegliby jeszcze szybciej! Może trzeba im to pokazać i ich do tego przekonać? Niedowiarki…

Gdybym była wiedziała, że to „nie podchodź mi pod nogi” było synonimem troski i słów „uważaj, bo ja nie zawsze mam oczy dookoła głowy” albo „nie chcę zrobić Ci krzywdy” . Myślę, że to jedna z sytuacji z serii „Zrozumiesz jak podrośniesz”. Te słowa w pewnym momencie również są chyba dla każdego irytujące, jednak z czasem dociera do nas ich znaczenie.

Taka zagadka, którą rozwiązać może tylko czas.

Masz jakieś przemyślenia po przeczytaniu tego tekstu, Człowieku Czytelniku?

Pozdrawiam

alicja_joanna_marta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *