Na zaś.

Kiedyś dzikie zwierzęta budziły strach, teraz brak prądu i Internetu.

Kiedyś robiło się zapasy mięcha. Teraz mamy powerbanki.

Ostatnio w moim miejscu zamieszkania miał miejsce szereg przedsięwzięć (uwielbiam p. Joannę Kołaczkowską). Mianowicie panowie specjaliści przedsiębrali sprawdzanie szczelności instalacji gazowych, wymianę zaworów ciepłej wody i tym podobne. I nie byli to oszukańcy! Inni panowie specjaliści rozpoczęli nieopodal budowę nowych bloków mieszkalnych. Tylko kret jeden wie, co się kryje pod ziemią, dlatego też uszkodzeniu uległ jakiś kabel dostarczający prąd w moje strony. Ale po cóż ten przydługi wstęp? Abyś do tego momentu, Człowieku Czytelniku, miał już swoje przemyślenia. 😀

Zawsze, kiedy takie naprawy mają miejsce, większość ludzi marudzi. „O nieee, nie będzie ciepłej woooody… przez 3 godziny kiedy i tak jestem w pracy, ale zawsze… o nieeeE!”, „Będzie trzeba spuszczać wodę, kran będzie prychał i będzie z niego płynął Johnnie Walker… znaczy coś podobnego jedynie kolorem”, „A jak dłużej nie włączą CIEPŁEJ wody?”

To pójdziesz po pięciolitrowy baniak i sobie zagotujesz.

Ale co się dzieje, kiedy nie ma prądu! Fejsbuk ożywa, ludzie na stronach gromadzących mieszkańców gminy zaczynają pytać co się stało, gdzie, kiedy, czy nie ma w sprzedaży baniaków z prądem?
Okej, z tym ostatnim poszalałam, ale założę się o nerkę i pół kciuka, że ktoś musiał tak kiedyś pomyśleć. Dlaczego? Przecież powerbank na jakiejś podstawie powstał.

Pomyślałam o tym, czego ludzie obawiają się obecnie, a czego tysiące lat wcześniej. Obecnie: braku prądu, a co za tym idzie braku dostępu do mass mediów (w końcu po co komu ten powerbank). I braku CIEPŁEJ wody.  Niegdyś? Myślę, że między innymi dzikich zwierząt lub braku pożywienia dla całej rodziny. Albo też braku WODY w ogóle. Chociaż patrząc na kolejki w sklepach tuż przed jednym dniem w tygodniu wolnym od pracy, coś w tym przerażeniu przed brakiem pożywienia musiało w nas zostać od pradawnych przodków. Jednak mam wrażenie, że coraz mniej ludzi „bawi się” w robienie przetworów. Albo zamrażania mięcha „na czarną godzinę”. Przecież zawsze można podejść  w pięć minut do sklepu i kupić. A poza tym, w tych zabieganych czasach niestety mało kto ma czas na to miłe działanie. Ja też. A szkoda.

Gdybyśmy byli wiedzieli i pamiętali, skąd w poprzednich pokoleniach pozostały tak zakorzenione przekonania o posiadaniu na czarną godzinę pożywienia czy odzieży oraz zaopatrzenie się w jakie dobra było priorytetem. No pomyślmy, czemu…

Masz w tym temacie przemyślenia?

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta                    <- kliknij, pochłonie Cię Instagram 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *