Mama&Tata trainer and dietician bez sp. z o.o.

            Panie uchowaj przed tym, bym w przyszłym życiu stała się szpinakiem, cebulą, śledziem lub którymkolwiek z ich pobratymców. Chodzi o to, że nie lubię zieleniny?

Trudno przetrwać upał, kiedy jesteś zbudowany z warstw? A może dlatego, że nie umiem pływać? No fakt, niespecjalnie mi to wychodzi. Najwyżej będę pierwszym śledziem z mini rękawkami na płetwach. Ale nie tędy droga!

            Gdybym ewoluowała w któreś z wyżej wymienionych darów ziemi lub wody, znienawidziłyby mnie Przedszkolaki! Zemsta zrzeszonych 3 – 6 – latków musi być przeokrutna! Za moich przedszkolnych czasów wylądowałabym w koszu, za szafką, poupychana w zakamarki, wtarta w dywan, stolik i koszulkę albo jako papka przeciśnięta dokładnie przez ząbki widelca. Za jakie grzechy? Jako mała Marta uwielbiałam to, na co rówieśnicy kręcili nosem – między innymi produkty wymienione na początku wpisu. Na każde pytanie o ulubioną potrawę odpowiadałam od razu: rosół. Innych obrzydzały pływające oczka z tłuszczu. Jest chyba bardzo prawdopodobne, że Przedszkolaki będą mnie nienawidzić, gdy w myśl hasła „jesteś tym, co jesz”, wjadę na ślicznym talerzu na ich maleńkie stoliki. Niestety, mimo że nie jestem wegetarianką, nie kusi mnie mięsko. Zostaje mi wódka – ostatnia deska ratunku. Przecież tego dzieci nie dostaną na podwieczorek… Albo zapcham się na śmierć czekoladą.

Żywienie. Białko. Zdrowe kości. Odpowiednia ilość snu. Węglowodany. Tran. Nie siedź długo.

„- Słodycze? Umówmy się, że jeden baton dziennie, dobrze?

– Dobrze Mamuniu.”

Mniej więcej tyle pamiętam z czasów, kiedym dziecięciem była, jeśli chodzi o kwestie odżywiania.

            Jak mniemam większość rodziców staje na rzęsach, by do organizmu dziecka dostarczać wartościowe produkty, pełne witamin, minerałów
i związków chemicznych, których zadaniem jest zapewnienie prawidłowego rozwoju dziecka. Inną istotną kwestią jest ruch! Niczym Mama&Tata trainer and dietician rodzice układają listę zakupów, by w domu nie zabrakło produktów niezbędnych do skomponowania strategicznie ustalonych posiłków. Ciekawe, czy kiedy nie patrzyliśmy, gotowali w hełmach, z planem działań rozwiniętym na stole… A my, dzieci, beSZCZelnie kręcimy lub kręciliśmy małymi, pełnymi gili i piachu z piaskownicy nosami. Niewdzięcznicy, wyrodne stworzenia… a teraz? Kiedy w strunowej torbie o wadze 1 kg kończy się proteinowy proszek, czem prędzej ślemy zamówienie do zaufanego sprzedawcy! A Mama powtarzała „potrzebujesz teraz najwięcej białka!”. Ale co to właściwie jest „białka”?

Pomyślmy jak przebiegałby rozwój organizmu, gdyby pozwolono jeść dzieciom wyłącznie to, co im smakuje i wtedy, gdy mają na to ochotę. Zakładam, że młodzież w swoim szalonym życiu działa cały czas świadomie. 😉

Generalizowanie i uogólnianie zaburza w pewnym stopniu odbiór świata, ale myślę, że w tym przypadku mogę sobie na to pozwolić. Wiem przecież, że istnieje na świecie grupa zbuntowanych małych ludzi, którzy swoje podniebienia koją potrawami innymi niż słodkie. Również do takich należałam. Chyba jednak mimo wszystko jest to mniejszość. Gdybym była wiedziała, jaki mój małoletni kulinarny gust był cenny dla organizmu… Za to obecnie w stresujących momentach prześladuje mnie gang kakaowca. Unoszę wszystkie kończyny gdyby padło pytanie, kto ze zgromadzonych nie kupuje i nie kupi dzieciom z bliskiego otoczenia słodyczy. Co za okropna ciotka ze mnie…

Jakie jest Twoje stanowisko w żywieniowej kwestii? Czy jeśli masz w bliskim otoczeniu dzieci, toczy się z nimi wieczny bój o żywienie? A może Ciebie też prześladuje gang kakaowca?

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *