Licytuj problemy…

… i czuj się jak w raju.

„Pozwolę sobie napisać coś, co sama obserwuję w otoczeniu. Mam wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu lubią sobie ponarzekać, powymieniać się tą negatywną energią, a jeśli zbierze się taka grupka, czują się jak pączki w maśle. A jeśli można się jeszcze licytować na problemy… o matko, chyba czują się jak w raju! Nie rozumiem, ale okej, wszystko przede mną. Takie spotkania koszmarnie wypruwają z energii, dlatego staram się unikać dłuższego kontaktu z wiecznie negatywnymi ludźmi. Staram się cieszyć tym, co mam i doceniać to, więc nie jestem w stanie nawiązać nici porozumienia na dłuższy czas z negatywnymi.”

Właśnie przeczytałeś, Człowieku Czytelniku, treść mojego komentarza, który wstawiłam w jednej facebookowej grupie. Komentowany post dotyczył ludzi, którzy tylko mówią o ciągle tych samych problemach, z którymi praktycznie nic nie robią.

Jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i wzajemne wsparcie jest na wagę złota. Kiedy możemy z drugim człowiekiem (naszym skarbem, któremu ufamy) podzielić się historią naszego kłopotu, trudnymi przemyśleniami, wątpliwościami czy też czymś, co doprowadza nas do białej gorączki, robi się nam zwyczajnie lżej. Uchodzi z nas troszkę tego jadu w związku z sytuacją, bezradność ustępuje miejsca mocy i… o ja cię Florian (jak mówi moja siostra cioteczna)! Łatwiej jest sobie poradzić z tym, co wcześniej wydawało nam się ciążącą nad nami chmurą gradową… której rozerwania się obawialiśmy i funkcjonowaliśmy, turlając się przez życie jak kulki stresu. Nie wierzę, że nigdy nie turlałeś się jak kulka stresu.

Inną kwestią są ludzie, którzy tylko mówią o problemach, nie chcąc nawet stawić im czoła. Mam na myśli tych, którzy na potrzebę spotkań towarzyskich otwierają się przed zgromadzonymi znajomymi przy winie, tudzież soczku i kiedy jedna osoba mówi o problemach w pracy, druga albo podaje inny gatunek problemu, albo rozwija wątek problemów w swojej pracy… w które czasem szczerze śmiem wątpić. I taka rozmowa zaczyna wyglądać jak licytacja. W takich momentach żal mi jak nie wiem, że nie weszłam w posiadanie magicznej kuli. Ale tej szklanej, nie do podpierania. W bajkach człowiek od razu się dowiadywał o co chodzi, na co uważać, w czym tkwi problem. A tutaj? Naszą magiczną kulą musi być intuicja i chyba dystans. Do siebie i świata. I siedmiu kręgów piekielnych, bo przecież kimże my jesteśmy, szarzy śmiertelnicy, by oceniać, czy ktoś się tylko licytuje na problemy, czy faktycznie je ma. Myślę jednak, że czas przynosi rozwiązania i pewne kwestie weryfikuje, więc może jednak nie skończę w piekle? Gdyby jednak, zorganizuję tam dobrą imprezę!

Jednak jedna sprawa mnie zaskakuje. Swego czasu, młodszym będąc, słyszało się, że najczęściej narzekają staruszki. Które uwielbiam i nie chcę tu żadnej starszej osoby urazić. Aaa to zdrowie się popsuło. Aaa to kolejki do lekarza długie. Aaa to jak się już do lekarza dostało, bo młody i słabe leki przepisał. Aaaa to ta młodzież beSZCZelna. Aaaa Aaa Aaaa kotki dwa.

Od kilku lat dzielnie podróżuję komunikacją miejską i mam czas, możliwość, okazję i dziką przyjemność obserwacji współpasażerów. Zatem mogę obserwować trendy mody ubraniowej, technologicznej i tematowej. Ku mojemu zdziwieniu, narzeka coraz więcej młodych ludzi i to na zdrowie! Najczęściej na kręgosłupy. Niestety wraz z moim też się średnio lubimy. Jednak czy winą takich dolegliwości  jest słaba aktywność fizyczna (najczęstsza, jaką widzę, to aktywność kciuków po ekranach wszystkiego, co ma dotykowy ekran), czy też wysoki rozwój technologii i zaleganie przed monitorami? Może za ciężkie plecaki w okresie wczesnoszkolnym, gdzie w plecaku znajdziemy jedynie (albo aż) książki, zeszyty i piórnik, ewentualnie małego misia, a nie paletę do makijażu i zestaw pędzli czy też drona?

Mam też wrażenie, że ludzie, którzy dużo mówią i wiele czasu spędzają na narzekaniu, czują się usprawiedliwieni przed światem, bo przecież mają problemy. Ale hej, każdy ma problemy. Mniejsze bądź większe. I wcale nie trzeba się z nimi afiszować. I nie szukać problemu na rozwiązanie. Może teraz ludzie mają za dobrze? Przykładowo niegdyś student nie miał ksero, Internetu, musiał swoje odsiedzieć w bibliotece i mogło się okazać, że książki, na którą czekał, wcale nie ma obecnie na stanie biblioteki. W autobusach, którymi wracali zimowymi wieczorami do domów, zamarzały drzwi. Tramwaje natomiast mogły sprawić niespodziankę i jechać tylko prosto, kiedy to zamarzły zwrotnice.
A teraz?

Żeby nie było, nikogo nie chcę potępiać, bo kimże ja jestem, by to robić? Mówię jedynie o moich przemyśleniach. Może Ty też masz swoje przemyślenia i zechcesz się nimi podzielić? Zapraszam!

Gdybym była wiedziała, że magiczne kule (szklane, nie do podpierania) powszechnie dostępne są tylko w bajkach 😀

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta         <- odwiedzisz mnie na insta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *