Cel

W mieszkaniu panowała cisza, jedynie z małego radia cichutko sączyła się muzyka. Za oknem krople deszczu uderzały o parapet.

– Eeech, okej. Gorąca kawa jest, kocyk jest, papióry są, kaloryfer odkręciłam. Music please i zaczynamy tę nierówną walkę – wyliczała, mówiąc sama do siebie, wyraźnie podenerwowana. Wszystko tak się pięknie poukładało, że ma dziś wolne popołudnie. Nie musi nigdzie iść, jechać, teleportować się, nikomu poświęcać czasu i ma tym samym drogę wolną, by wreszcie zrobić dla siebie to, co już od pewnego czasu planowała. „Nadejszła wiekopomna chwila.” Można śmiało stwierdzić, że myśl „wypadałoby to zrobić” mocno Ją stresowała. Nie zastanawiała się, czy faktycznie tego chce, czy jest Jej to niezbędne do dalszego życia. Po prostu – wypadałoby, skoro inni też to robili.

Zasiadła w fotelu, przyciągnęła do siebie stary, drewniany, nieco skrzypiący stolik. Musnęła dłońmi blat, na którym wyczuwalne były nierówności struktury drewna. Wzięła do rąk kartki, które naszykowała wcześniej na blacie, równiutko poukładane. Obok znajdował się piórnik z całą masą kolorowych długopisów, markerów, spinaczy, i tym podobnych mniej lub bardziej niezbędnych artykułów piśmienniczych i biurowych.

– Dobrą robotę ta blogerka zrobiła, przeanalizuję sobie cały rok w największych szczegółach… – szeptała dalej, przeglądając broszurkę ściągniętą z newslettera od ulubionej blogerki lifestylowej.

W tym pliku „papiórów” znajdowała się cała masa kropek, linii, rubryczek i innych miejsc do uzupełnienia pod poszczególnymi pytaniami i nagłówkami. Całość dokumentu dotyczyła poszczególnych aspektów życia i pełnionych ról – zawodowej, żony, matki, córki i wszelakich innych. Na ich podstawie możliwe było przeanalizowanie założonych sobie na początku ubiegłego roku celów, poziomu w jakich każdy z nich zrealizowano, co było pomocne i co stało się przeszkodą. Poruszono także inne kwestie, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Doskonała pomoc w trzymaniu ręki na pulsie – aby we właściwy sposób gospodarować swoim czasem, siłami i zamiarami w tych pędzących, ustresowanych czasach.

W Jej przypadku dziwne było to, że w miarę dokładnego czytania półgłosem i starannego uzupełniania rubryczek, Ona czuła się coraz bardziej przemarznięta (chociaż odkręciła kaloryfer, miała pod ręką koc i gorący, aromatyczny napój), przestraszona (mimo że była bezpieczna w swoim mieszkaniu), zestresowana (jednak nie miała przed sobą żadnego egzaminu do zdania – szkolnego ani życiowego)… Chyba mało brakowało, żeby zaczęła drżeć. Spojrzała na podłogę wielkimi, przerażonymi oczami. Jej oddech był konkretnie przyspieszony. Najprawdopodobniej rozpoczął się efekt tsunami, tzn. panika. Linie i kropki wirowały Jej przed oczami, mieszając się z literami i znakami zapytania. Jej klatka piersiowa unosiła się coraz szybciej. W końcu wstała i rozrzuciła te wszystkie kartki wokół, chowając twarz w dłoniach. Zaczęła cicho szlochać, wyrzucając samej sobie, ileż to miała planów, wielkich celów do osiągnięcia, a jak niewiele Jej się udało zrealizować. Można odnieść wrażenie, że nastał właśnie taki moment, w którym drugiemu człowiekowi by tak nie wygarnęła, jak sobie samej i drugiego człowieka by tak emocjonalnie nie katowała, jak samej siebie. Czyżby została ascetką?

W końcu opadła na kanapę, totalnie bezsilna i wypruta z emocji. Brakowało w Jej oku tego błysku, który mimo stresu był zawsze w spojrzeniu. Wydawało się, że nie myślała kompletnie o niczym. Tak oto materiał, który miał być wsparciem oraz pomocą w codziennej jak i dalekosiężnej organizacji, stał się wywoływaczem myśli dążących w kierunku rozpaczy i spadku motywacji do samego jądra ziemi. Niezrozumiałe było, dlaczego tak samą siebie katowała, dlaczego nie zauważyła, ile zrobiła, chociaż Jej działania faktycznie odbiegły od pierwotnych zamierzeń. Zapomniała w tym szale, że powodem takiej zmiany były złożone sytuacje życia prywatnego, które wymusiły na Niej weryfikację priorytetów. I dlaczego nie traktowała materiałów jako wsparcia i wskazówki, a jako wyrocznię? Przecież nie przyjdzie do niej taka druga ona w wersji idealnej (chociaż to, co dla jednego jest idealne, dla drugiego może być koszmarem), aby rozliczyć tę realną kobietę w dążeniach do wersji tej idealnej kobiety.

Może jednak trzeba być człowiekiem, by to zrozumieć? A ja nie rozumiem, bo jestem zwykłym kotem-obserwatorem i właśnie się zastanawiam czy wycofać się w najciemniejszy kąt pokoju pod kanapę, wskoczyć Jej na kolana, czy od razu na głowę, bo chyba trzeba ją ukoić…

 

Wracając do rzeczywistości. W poszukiwaniu danych statystycznych dotyczących postanowień noworocznych, nie natknęłam się na żadne dokumenty dotyczące przełomu 2019/2020. Naprawdę mnie to ciekawi, jak nieco krzywym okiem statystyki – prezentuję oczy: % – wyglądają te postanowienia. Znalazłam za to artykuły poddające analizie, czego wymagają od siebie Polacy w nowym roku, a także wpisy zawierające wskazówki, jak wytrwać w realizacji pomysłów na nowego siebie. W efekcie moich poszukiwań zawiesiłam oko (bez uszczerbku dla rzęs, spokojnie) także na stronach (wśród nich były te szczególnie dedykowane kobietom) proponujących, na co warto zwrócić uwagę, organizując swoją listę pt. „w tym roku chcę/ chciałbym/ będę/ chleb herbata” oj, ta ostatnia mi się tu gdzieś zawieruszyła 😉

Wydaje mi się, że społeczeństwo jest podzielone na dwa obozy: pierwsza grupa osób traktuje analizę mijającego roku śmiertelnie poważnie, natomiast druga grupa wyluzowała do tego stopnia, że skłonna jest czasem podśmiewywać się z całej tej otoczki „hepi niu jer – nowy rok nowa/y ja”. Wydaje się, że Polacy od lat pozostają wierni postanowieniom dotyczącym zdrowia (więcej ruchu, zmiana – czytaj poprawa – sposobu odżywiania, porzucenie nałogów) i samorozwoju (kursy językowe, dokształcanie, przekwalifikowanie się). Obecnie na topie może być działanie dla dobra środowiska. Może też pomaganie. Boże drogi – w jakiegokolwiek Człowieku Czytelniku wierzysz – serio? Pomaganie musi stać się modne, byśmy się do tego przyłożyli? Tak zresztą jak w przypadku ochrony środowiska?

 

Zakładamy zatem, że postanowienia noworoczne (czuję dyskomfort widząc to hasło, naprawdę!) mają prowadzić do poprawy naszego funkcjonowania, byśmy czuli się lepiej, lżej, pogodniej, byśmy byli zdrowsi, szczęśliwsi, by łatwiej nam się żyło! Istna magia! A osoby, które tworzą materiały służące analizie tych brrr postanowień chcą nam to działanie ułatwić. Istni czarodzieje i wróżki! Chyba nikt by nie chciał, by ludzie płakali nad dostarczonym czytelnikowi materiałem. Chyba, że ktoś stworzyłby i rozesłał cudowne romansidło jak prof. Witebski w serialu „Ranczo”. Ktoś poleca książkę o takim kalibrze w romansidłowym duchu?

I teraz zagadka. Czy kobieta rodząc dziecko, krzyczy z radością „TAAAAAAAK, umartwiaj się dziecino, rodzę ascetę!!!” ? Chyba na pewno nie. Kto wie, że taka sytuacja miała miejsce, zapraszam do zabrania głosu w sekcji komentarzy – mam szczerą nadzieję, że nie zobaczę wiadomości potwierdzających takie wydarzenie.

Starsze pokolenie przekazuje młodszemu, że musimy – a przynajmniej dobrze by było – byśmy byli odpowiedzialni. Za słowa. Za czyny. Za myśli? Kto wierzy w telepatię? Za decyzje. Za skutki wszystkiego powyższego. Mimo wszystko, obojętnie w jakim jesteś wieku – czy chodzisz do szkoły podstawowej czy masz już wnuki – nie dajmy się zwariować. Życie jest dynamiczne. Mamy święte prawo, by takie postanowienia zmienić. Jak w krótkim opowiadaniu na początku wpisu – coś się kobiecie w życiu wydarzyło, musiała się cała przewartościować i w związku z tym plany z początku roku wzięły w łeb i tylko kot zauważył powód. Pani nam się zagalopowała w byciu tsunami, zapominając, że przecież naprawdę dużo zrobiła. A gdybyśmy nawet zrobili mniej… czy to powód do rozpaczy i martwienia się, co z nas wyrośnie? Nie. Dlaczego? Ano dlatego, że każdy z nas jest inny, ma inną wytrzymałość i w różnym tempie, różnymi sprawami się męczymy. Nadto dzień do dnia nie jest podobny, wiele czynników ma na nas wpływ. Nasz organizm też, mogąc mieć dość, może nam nieco palcem pogrozić i będziemy musieli po prostu zwolnić pęd. Przecież wiem, że się nie lenisz. Kiedyś usłyszałam tekst „Nie żałuj czasu przeznaczonego na odpoczynek”. Tego się trzymajmy. Chyba najbardziej trafną receptą na wszelkie wątpliwości jest to, że sukces można osiągnąć wówczas, kiedy faktycznie widzimy sens naszych działań. Wiemy, po co działamy i mamy przekonanie do naszego celu.

Na święta nie przychodzi sanepid, by sprawdzić czystość mieszkania. Tak samo z równoległego świata nie przyjdzie idealny Ty, by Cię wychłostać w centrum miasta, że coś poszło nie tak w drodze do idealnego Ciebie.

Nie katujmy się. Się samych ani nawzajem.

Życzę spokoju i uśmiechu.

 

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *