Bodotanga, aleluja i jakatomelodia

Word już pięknie podkreślił mi tytuł na czerwono!

Nic dziwnego. Mój małoletni mózg myślał, że te usłyszane słowa są takie, jak je zapisałam. I że coś oznaczają. Nieopisane, piękne uczucie towarzyszyło mi, gdy zrozumiałam dlaczego wiele lat żyłam w błędzie. Tak, jakby w głowie otworzyła mi się jakaś klapeczka, która wiele lat pozostawała nieotwierana, zakurzona, opatulona pajęczyną niczym szyja szalikiem na zimę. A na środku siedział wielki, włochaty pająk. I strzegł tej klapeczki. Nagle świadomość stała się odkurzaczem lub wielką miotłą. Piękne.

Nie mogę wyjść z podziwu dla dziecięcej percepcji świata oraz dla wyobraźni małoletnich ludzi. Dorośli często posługują się językiem niedbale, mówią niewyraźnie i szybko. Małe główki niczym gąbeczki chłoną wiedzę o otaczającym świecie i to, co obserwują wśród najbliższych, biorą za pewnik. Nikt z błędu nie wyprowadza, jeśli nie zapytają. A przecież pan/pani w telewizji tak powiedzieli/zaśpiewali, nie widać negatywnych reakcji otoczenia, zatem tak właśnie jest!

Nie wiem dlaczego, „Bodotanga” kojarzyła mi się z czymś spożywczym, o podłużnym, eliptycznym kształcie. Wiedziałam, że do “Bodotangi” trzeba dwojga. Zatem “Bodotanga” musi być duża. Okazała się być fragmentem utworu Budki Suflera pt. „Takie tango”.

„Aleluja” kojarzyła mi się z pewną bohaterką serialu emitowanego na antenie TVP2 w latach 1997-2010 – Julią Kamieniecką – Złotopolską. Nadałam jej nawet taki pseudonim! Nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego. Bohaterka serialu była siwą, szczupłą panią w wieku 60+, która pięknie się wypowiadała i często układała usta w kształt podobny „dzióbkowi”. Czy ktoś odnajduje połączenie słowa z postacią?

„Jakatomelodia” nawet na moment nie kusiła, by rozbić ją na te krótsze słowa, które się w niej znajdują. Po prostu, bezapelacyjnie pozostawała jednym wyrazem, nierozdzielnym z melodyjką, którą rozpoczynał się ten teleturniej muzyczny. Sądziłam, że to specjalistyczne nazewnictwo stosowane wyłącznie w muzycznym świecie.

Wydaje mi się, że przykładów można tutaj podać w bród, a ile osób poddałoby się sondzie na temat tego wpisu, tyle (albo i więcej) przykładów i ich definicji udałoby się spisać. Szczególnie dużo miejsca i czasu zabrałoby na pewno omówienie kwestii pieśni, kolęd i powiedzonek – na facebookowej stronie mojej strony otrzymałam taki odzew na pytanie dotyczące tematu wpisu. Moje tezy nie minęły się z opiniami Czytelników, za podzielenie się którymi jestem bardzo wdzięczna.

Zastanawiam się, jakie spostrzeżenia będą miały młodsze i kolejne pokolenia. W moich małoletnich czasach nie było chyba praktycznie żadnych anglicyzmów, których teraz mamy w języku polskim zbyt wiele. Przynajmniej sobie nie przypominam. Ponadto technologia cały czas prężnie się rozwija, dlatego powstaje kolejne źródełko, z którego mogą powstawać takie przekrętasy. Trzecią kwestią, która daje dzieciom większe pole do popisu w kwestii kreatywnego poznawania języka są obcokrajowcy, z którymi jeśli nie teraz, to zapewne w przyszłości, w szkołach, przedszkolach i na podwórkach spotkają się młodsze pokolenia Polaków i będą mogły na żywo, w – mam nadzieję – pokojowej, pozytywnej relacji uczyć się wzajemnie języka. To może być bardzo ciekawe.

Będę wdzięczna, jeśli podzielisz się z Czytelnikami i ze mną swoimi przemyśleniami.

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta      <- zachęcam, kliknij! 😀

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *