Biegaj, bym oglądał niebo przez kratę!

… powiedział nigdy żaden nauczyciel podczas dyżuru na szkolnym korytarzu.

            Ach, te nasze uczniowskie dzikie wyścigi z jednego końca na drugi… Trwały w najlepsze, a my mieliśmy nie lada zagadkę: dlaczego ta pani tak się denerwuje? Ani się nie bijemy, ani nic złego się nie dzieje. Pobiegać sobie nie można, też coś, taka świetna zabawa. A czemu ten pan nauczyciel przerwał moje schodzenie po schodach głową w dół na czworaka? To dopiero było doświadczenie! Wszystko popsuł. A panie woźne są super, bo nie przeszkadzają nam się ścigać i pocić, a czasami nawet grozić sześcioletnią pięścią sześcioletniemu nosowi kolegi!

Zagadka wydawała nam się być nie do rozwiązania, ponieważ z jednej strony do naszych małych głów docierały informacje prozdrowotne, nakazujące młodocianym aktywność fizyczną. Natomiast z drugiej strony mamy być grzeczni i najlepiej spacerować spokojnie po szkolnym korytarzu podczas przerw. Jak to zrobić, kiedy jesteśmy wyspani, dobrze odżywieni i kipi w nas energia do zabawy? I powtórzę raz jeszcze: jak to zrobić, kiedy długi po horyzont hol jest idealnym miejscem, by się rozpędzać… co odważniejsi kończyli rajd ślizgiem na kolanach…

Gdybym była wiedziała, w jaki sposób niejednokrotnie te wyścigi mogły się skończyć… a schodzenie głową w dół po schodach szczególnie. Gdybym była wiedziała, jakie konsekwencje groziłyby nauczycielowi dyżurującemu w momencie wypadku… Zapewne będąc w tej nauczycielskiej skórze włos jeżyłby mi się za każdym razem na widok dzieci, którym udało się jeszcze nie uledz wypadkowi. Swoją drogą czasem zastanawiam się jakież to cudowne moce towarzyszą nam w dzieciństwie… Mam wrażenie, że każdy z nas po dłuższej bądź krótszej chwili przemyśleń stwierdziłby kilkukrotne ujście ze zdrowiem lub życiem z różnych sytuacji. Jednak jak tu wyciszyć energię na przykład po super – fajnym wuefie, kiedy trzeba skupić swoją na przykład ośmio – lub dwunastoletnią uwagę na kolejnym, znajdującym się w planie zajęć, przedmiocie?

Ech… to były czasy. Z przyjemnością i uśmiechem pod nosem wyglądam czasem przez okno mojego mieszkania. Mam z niego widok na plac zabaw na osiedlu. Małoletni – jak za moich czasów – urządzają szalone rajdy na rowerach lub niczym inżynierowie opracowują budowle w piaskownicy. Okupują huśtawki oraz walczą o kolejne gole – każdy niczym Lewandowski. To piękny widok w dobie społeczeństwa opanowanego przez mass media i technologię. Tylko raz patrzyłam z trwogą na kilkoro dzieci siedzących obok siebie na ławce, z pochylonymi nad ekranami smartfonów głowami. Ciekawe czy wówczas ze sobą pisali zamiast mówić…

Nie da się jednak zaprzeczyć, że największy wpływ na dzieci mają ich rodzice. Nie bez powodu mawia się, że przykład idzie z góry. Oczywiście, grupa rówieśnicza, w której młody człowiek spędza większość czasu nie pozostaje bez znaczenia. Jednak rodzicielski autorytet potrafi zdziałać cuda. Czapki z głów dla każdego rodzica, który potrafi takie relacje wypracować i nie zamknąć dziecka w technologicznej klatce.

Jeżyłeś włos na głowie swoim nauczycielom podczas przerw, Człowieku Czytelniku? Chętnie przeczytam Twoją historię.

Pozdrawiam serdecznie

alicja_joanna_marta

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *